nie jest idealna, nigdy nie byłam i nigdy nie będę.
ale jak w końcu nad sobą nie zapanuję to będę się ze sobą siłować i walczyć z oczekiwaniami wszystkich okoliczności przyrody na bycie idealną mamą, żoną, kochanką, pracownikiem itp.
bardzo bym chciała tak jak robią to inne kobiety "nie przejmuje się opinią innych", "nie dbam o to" itp. itd. kurcze mi to tak opornie przychodzi. tak bardzo opornie.
bo ja z niczym nie nadążam, dla męża za mało czasu, z dzieckiem za mało zabawy, gotowanie w biegu, sprzątanie w biegu, nawet spanie w biegu, w ciuchach. o sobie już nawet nie wspominam, paznokcie niemalowane chyba od dwóch tygodni.
w dodatku tak bardzo planów mi brak, planów na moją przyszłość, na siebie samą.
znam powiedzenie "chcesz rozśmieszyć Pana Boga" znam aż za dobrze, no ale jakoś trzeba żyć.
nie po drodze mi z planami rozwoju, coachami i wróżkami. ale coś ze sobą zrobić trzeba, jeśli się nie ma w sobie takiej pasji, że się samemu chce be oporu, wiec trzeba jakoś popychać ten wózek powolutku żeby ruszył jako tako.
postanowienie adwentowe: słodycze do minimum albo wcale. wiem, że może jakieś takie dziecinne, ale postanowienie jest dobre wtedy kiedy nas coś kosztuje, a przy moim zapędzie czekoladowym to naprawdę będzie wysiłek.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz