środa, listopada 23

nasza mała brzoskiwnka :)

na pewno sie udało :)
dzidziuś ma 5,5 cm od główki do pupci, czyli z nóżkami ok. 6 :) ma dwie rączki, dwie nóżki, bijące serduszko, malutki żołądeczek i pęcherz moczowy. Ma też najpiękniejszy nosek na całym świecie :)
tyle udało się nam zobaczyć. niestety maleństwo nie chciało współpracować i nie ułożyło się w pozycji najlepszej do badania - mały kapryśnik :)
poza tym leży sobie główka w dół, ma skrzyżowane nóżki i jedną rączkę przy główce, nasz mały myśliciel.

a jednak mężuniu się denerwował, a takiego twardziela udawał przed badaniem. a już w trakcie to taka powaga i skupienie, że aż mnie to zdziwiło :)
reszta nie ma już znaczenia, jak maleństwo jest zdrowe.

odebraliśmy klucze do mieszkania i teraz zaczyna się maraton, oby zdążyć do maja, bo początkiem czerwca powinna już nas być 3 :)

koniec udawania pracy :) czas się do czegoś zabrać.

czytam: białą gorączkę,  jacka hugo badera, jestem przy końcówce i jedyne co ciśnie mi się do głowy, ze Rosja przeraża swoją dzikością, chociaż to może być bardzo, bardzo subiektywne odczucie.

poniedziałek, października 3

a jednak chyba się udało

chyba projekt dzidziuś wypalił.
pisze chyba, bo mam 3 testy ciążowe z dwoma kreseczkami, i badania lekarskie potwierdzające 5-6 tydzień, ale wszystko się wyjaśni 20 października ok. 19 u pani doktor. więc jak niewierny Tomasz, uwierzę jak zobaczę.

poza tym, 8 października miałam iść na wesele, na które czekałam od roku. istnieje jednak bardzo duże prawdopodobieństwo, że wydarzy się coś złego z babcią, wiec powoli nastawiam się, że nie pójdziemy.
tylko mi wstyd, będzie mi żal tego wesela.
ale przecież jestem tylko człowiekiem. nie mam  prostej osobowości, która widzi wszystko w albo czarne albo białe. nic na to nie poradzę. nie jestem doskonała, idealna i tyle.
co nie zmienia również faktu, ze bardzo kocham babcię, a może powinnam powiedzieć kochałam, bo niestety moja babcia, dla której byłam "kotuniem" odeszła już dawno temu.
chociaż kto wie co babcia zachowała w swojej świadomości.

środa, września 7

cieszę się, ze jednak "odwagi mi brak"

pojechaliśmy hen do ciepłych krajów :) nareszcie, spóźniona podróź poślubna po 3 latach :)
powiedzmy, że miałam okazję w 5-10% poczuć się jak backpacker-ka. tylko nie taka, która łapie stopa, ale taka, która zwiedza okolice wypożyczonym samochodem, i co?
i pstro, jedna zgubiona droga i prawie płacz i trwoga.

więc chyba nie o brak odwagi i bycie boi-dupą tu chodzi :)
cieszę się, że bo ja jednak zbyt poukładana i przewidywalna jestem. lubie porządek i przewidywalność w moim życiu. Wyleczyłam się chyba skutecznie z zazdrości do przygód backapckerów, bo to nie dla mnie. Ale cieszę, się, że są. Niech zwiedzają świat, a później niech piszą blogi czy książki, które ja z przyjemnością czytam, a książki kupię.

aktualnie czytam Kobietę na krańcu świata Martyny Wojciechowskiej

a projekt dzidziuś w pierwszym miesiącu nie wypalił. trochę stresu i 7 testów ciążowych. Tym razem podeszłam w sposób bardziej zorganizowany i chyba wyluzowany. przestałam czytać też fora internetowe, które w moim przypadku przynosiły odwrotny skutek. zamiast uspokajać stresowały jeszcze bardziej.
będzie dobrze:)

piątek, sierpnia 12

tylko odwagi mi brak

chciałabym tak podróżować po świecie tylko z plecakiem. chciałabym mieć mnóstwo przygód, spotykać ciekawych ludzi, oglądać piękne widoki, przezywać niesamowite chwile, poznawać nowe kultury, smaki, itd.

cóż może i by sie dało, tylko ja odwagi tyle nie mam. znając życie to pierwszej nocy kiedy musiałabym spać pod gołym niebem, płakałabym jak bóbr, ze chce do domu, do mamusi, a każdy napotkany wieczorową porą  jegomość byłby dla mnie wrogiem. ja stety-niestety za bardzo lubię domowe pielesze, co nie zmienia to faktu, że zazdroszczę backpackerom ich przygód jak cholerka.

nie o to chodzi, że nie lubię podróży, bo w dzieciństwie z dwóją młodszych braci i rodzicami jeździliśmy po Europie pociągiem i nikt mi tych cudnych wspomnień nie zabierze. ale ja nie o takich podróżach mówię, kiedy elegancko z plecaczkiem po Europie się jeździ. mi chodzi o takie prawdziwe zakątki świata.

no cóż, chciałabym, chciała ... :)  na szczęście jest net i mogę podróżować z backpakerami wirtualnie dzięki ich blogom i chwała im za to :)

środa, sierpnia 10

projekt dzidziuś :)

projekt dzidziuś, wbrew pozorom, nie tak łatwo zrealizować, jakby się mogło wydawać. założenia są proste:
cel: dzidziuś,
grupa docelowa: ja i mój mąż
termin realizacji: trudno określić, min. 9 miesięcy
budżet: szacunkowo kilka tysięcy,
jakość: biorąc pod uwagę geny mamusi i tatusia będzie wysoka :)
zasoby: posiadamy wszelkie zasoby osobowe i materialne
plan działań: ściśle określone biologicznie czynności
kamienie milowe: w pierwszym okresie określone przez moje nastroje, a w przypadku powodzenia projektu określone przez samego dzidziusia :)
interesariusze projektu: dziadkowie i cała rodzina, znajomi

Cel projektu spełnia też kryteria SMART:
  • Sprecyzowany - bardziej sprecyzować się już nie da :)
  • Mierzalny - min. 1 dzidziuś, chociaż marze o bliźniakach, najlepiej chłopczyk i dziewczynka :)
  • Ambitny - oj bardzo ambitny
  • Realny - i realny również
  • Terminowy - min. 9 miesięcy bez okresu przygotowań
 Więc założenia już mam teraz do roboty:)

niedziela, sierpnia 7

Racjonalna terapia zachowania wg dr Marioli Kosowicz

1. Bardzo często w życiu coś idzie nie po naszej myśli, ale nie ma takiego człowieka, któremu absolutnie wszystko idzie zawsze po jego myśli. W gruncie rzeczy życie składa się z mnóstwa zdarzeń, które idą nie po czyjejś myśli.

2. Zdarzenia na świecie dzielą się na takie, na które mamy wpływ, i na takie, na które wpływu nie mamy. W związku z tym ani jednymi, ani drugimi nie należy się zbytnio przejmować. W pierwszym przypadku –dlatego, że zawsze coś można poradzić, w drugim – dlatego, że nic.

3. Nie ma takiego człowieka, który wszystko robiłby doskonale, wiec nie ma powodu, żebyś i Ty robił wszystko doskonale. Masz całkowite prawo do tego, żeby czasem zachować sie niedoskonale czy wyglądać niedoskonale. Masz prawo raz po raz być trochę niedoskonałym szefem, pracownikiem, matką, dzieckiem.

4. Nie ma takiej rzeczy na świecie, która absolutnie wszystkim by się spodobała. Nikt nie zbił takiego stołu, ba, nie napisał takiej książki, nie namalował obrazu, żeby wywołało to wyłącznie entuzjazm.

5. To, że Ty coś myślisz, nie znaczy, że inni myślą to samo. Zwykle myślisz, że ktoś coś myśli. Kombinujesz, co kto miał na myśli, mówiąc to czy tamto. To pomyśl głębiej, czy szef cię oceniał jako osobę, czy tylko wykonywał rutynowe czynności służbowe. Czy matka histeryzowała, czy też szuka kontaktu, jak to matka. Czy syn cię rzeczywiście lekceważy, czy może twoje oczekiwanie, że będziesz kontrolować każda minutę jego życia, jest nierealne.

6. Nie warto przejmować się tym, co nie nastąpiło, a Ty wyłącznie na podstawie imaginacji boisz sie, że nastąpi. Typowa sytuacja: dziecko, mąż, żona nie odzywa się od godziny – na pewno był wypadek. Jeśli spodziewane nieszczęście nie nastąpi, zupełnie absurdalnie wydatkujesz mnóstwo energii. Jeśli nastąpi, to będzie czas, żeby zacząć się nim martwić. (Oczywiście, nie chodzi tu o brak rozsądku – jeśli realnie można nieszczęściu zapobiec, trudno mówić sobie: wyluzuj).

To takie proste :)