tak jak w tytule, bojciu jak ja nie cierpię inspiracji. nie znoszę
tego słowa, naprawdę nie znoszę. teraz wszyscy szukają inspiracji, nic nie
robią tylko szukają inspiracji. inspiracji na święta, na prezent, na styl,
na życie rodzinne, na wakacje, na spędzanie wolnego czasu, i na siebie. a
gdzie pomysłowość, kreatywność? pamiętam jak moja mama w dzieciństwie
przygotowywała święta, jedyne czego szukała to przepisów świątecznych. resztę w
całości przygotowywała samodzielnie. nie potrzebowała inspiracji, bo miała
siebie, swoją intuicję, pomysłowość. więc ja bym też tak bardzo chciała,
żeby moje życie było takie jak ja sobie wymyślę. bo mi niestety też zdarza się
(za często chyba) szukać inspiracji u innych zamiast pomyśleć o sobie.
Marzyłam zawsze żeby zostać piosenkarką, chociaż umiejętności wokalnych to ja nie mam za dużych, żeby być w centrum uwagi, żeby inni mnie podziwiali, pytali, rozmawiali o mnie itp. Teraz będą mogli gadać, ona nie może mieć dziecka. Może to i głupie co myślę, ale tak jest. Nie to, że się użalam nad sobą, nie. Po prostu mi smutno.
Czas pokaże.
Ostatnio martwiłam cały weekend się, że będę musiała fatygować klienta do notariusza, bo zapomniałam mu powiedzieć, ze ma przygotować dwie wersje. I zonk, okazało się, że niepotrzebnie, bo klient pomyślał o dwóch wersjach.I jeszcze gorsza akacja z zamartwianiem, kolega mówił, ze ma propozycję dużej fuszki. A jak zwykle cała w stresie, jak to ogarnę jak będę w ciąży, bo byłam przed wizytą u lekarza. A tu znowu zonk, lekarz powiedział, że o ciąży mogę zapomnieć, a fuszka nie wypaliła.
Morał z tego taki: no i po co tracić tyle czasu na głupie myślenie i zamartwianie.