fakt, życie obejmuje porażki i sukcesy. czasem jednych jest mniej lub wiecej i na odwrót.
ja jak zwykle widze wszytsko w czarnych barwach. ostatnio slyszałam jak pewna kobieta mówiła, że urodziła się z ogromnym bagazem optymizmu. no ta ja wprost przeciwnie.
nie napiszę, że w ramach postanowienia noworocznego chcę z tym walczyć, bo czasem to sobie myslę, że mi dobrze w tym moim bagienku.
moje bagienko to też życie innych ludzi. Nie wiem skąd wynika taka chorobliwa, obsesyjna czasem ciekwość co się dzieje u innych ludzi.
Czasem nawet jak poznaję kogoś mailowo, sprawdzam go w necie, szukam o nim/niej info. Jesli znajduję dużo fajnych insporacji, to nie będę pisała jak to mnie ta osoba inspiruje. wręcz przeciwnie. wkurza mnie strasznie, że ktoś sobie fajnie układa życie, a ja od dłuższego czasu w punkcie zero.
nie wiem czy to jestr przypadłość naszych czasów, ale czasem słysze jak inni tak robią.
zazdroszę jak cholera innym, że wiedzą co chcą robić w życiu, prowadzą blogi, mają talenty.
Chcę wiedzieć jak żyją, jak mieszkają, jakie studia skończyli, jakich kosmetyków używają itp.
tai i jestem cholerny szkodnik, tylko nie dla innych, ale dla siebie samej. bo jak zapamiętasz jakąś osobę, to później chcesz sprawdzić co u niej słychać, itp.
niby szukasz inspiracji (już pisałam, ze nie lubię tego słowa), ale czasem te inspiracjie nijak nie pasują do mojego życia. ot, tak zwykła pieprzona ciekawość.
Żeby nie było, oczywiście mam swoje życie rodzinne (fajowe) i zawodowe (to do dupy, ale narazie nic z tymzrobić nie mogę, ale kasa wpływa co miesiąc więc trzeba zacisnąć zęby), ale pojawia się ojej głowie taki teskt "a ciekaw co tam słychać ....."
a no nic kurwa nie slychać, nic a nic, żyją, chciałoby się czasem rzec.
taka jestem i powoli odkrywam skąd się to wzięło. z dzieciństwa, ale o tym kiedy indziej.