środa, września 7

cieszę się, ze jednak "odwagi mi brak"

pojechaliśmy hen do ciepłych krajów :) nareszcie, spóźniona podróź poślubna po 3 latach :)
powiedzmy, że miałam okazję w 5-10% poczuć się jak backpacker-ka. tylko nie taka, która łapie stopa, ale taka, która zwiedza okolice wypożyczonym samochodem, i co?
i pstro, jedna zgubiona droga i prawie płacz i trwoga.

więc chyba nie o brak odwagi i bycie boi-dupą tu chodzi :)
cieszę się, że bo ja jednak zbyt poukładana i przewidywalna jestem. lubie porządek i przewidywalność w moim życiu. Wyleczyłam się chyba skutecznie z zazdrości do przygód backapckerów, bo to nie dla mnie. Ale cieszę, się, że są. Niech zwiedzają świat, a później niech piszą blogi czy książki, które ja z przyjemnością czytam, a książki kupię.

aktualnie czytam Kobietę na krańcu świata Martyny Wojciechowskiej

a projekt dzidziuś w pierwszym miesiącu nie wypalił. trochę stresu i 7 testów ciążowych. Tym razem podeszłam w sposób bardziej zorganizowany i chyba wyluzowany. przestałam czytać też fora internetowe, które w moim przypadku przynosiły odwrotny skutek. zamiast uspokajać stresowały jeszcze bardziej.
będzie dobrze:)

Brak komentarzy: