wtorek, listopada 7

rok później ....

Bardzo zmienia się perspektywa przez rok i jak łatwo pośmiać się z planów zeszłorocznych z których nic nie wyszło, które kosztowały mnie tyle zachodu. Aktualnie znowu czuje się jak w listopadzie zeszłego roku, ale czy wiem więcej?

Widziałam dzisiaj w kolejce małżeństwo,  kobieta trochę podobna do mnie. kłócili się w kolejce.
Biorąc pod uwagę mój obraz  z ostatnich miesięcy - nie chcę taka być. Nie jestem idealna i nigdy nie będę - czasem zadbana, ale częściej wyluzowana w dzinsach i tshirt - cie :)

Mam fajnego męża i syna i niech to będzie mój cały świat. Czas zejść na ziemię i porzucić mrzonki, bo w naszym mieszkaniu, chociaż małym, dzieje się życie i nasza historia. W tym domu czasem spotykają się znajomi, niektórzy z nich to przyjaciele, ale inni mimo znajomości od lat gdzieś uciekają, oddalamy się. Chcę równych relacji, a nie traktowania z góry.

Nie mam przyjaciółki i chyba nigdy nie miałam, ale nie każdy musi mieć. Czasem lepiej samemu żyć niż desperacko szukać przyjaźni. Ale kto wie, co przyniesie życie. Myślę sobie, że wszystko w życiu jest po coś i nie ma przypadków. Spotkałam niedawno "przyjaciółkę" z podstawówki, z ławki. Nie miałyśmy kontaktu od ok. 15 lat, przegadałyśmy dwa wieczory do później nocy. Z koleżanką z którą mam stały kontakt od 15 lat, nie mam ostatnio o czym gadać - nie czuje przyjaźni a jakiś dziwny kontrakt.

Mam 34 lata i czas w końcu odpuścić. Nie chodzi o to, żeby odpuścić życie, ale odpuścić to co nieważne. Nie mam wpływu na większość spraw w swoim życiu więc po co się szpulać, że nie wyszło tak jak chciałam.

Mam w sobie dużo gniewu i agresji w stosunku do rzeczywistości, a przy okazji nadciśnienie. I ni cholery nie wiem dlaczego ....

Przestałam czytać wiadomości, ograniczę też inny szit - tak jak pisałam czas zmienić zapis z przyszłego roku na bardziej optymistyczny i radosny.



Brak komentarzy: